Wiele blogów jest zaniedbana. Mnóstwo umiera z dnia na dzień, dlaczego? Czy ludzie nie mają pomysłu na siebie? Nie chce im się? Czemu mają taką słabą wole? Pomimo tego, że i mój nie ma sensu (nie ma tu nikogo prawda? (; ) to dalej postaram się go prowadzić.
Znacie to uczucie Kiedy czujecie potrzebę wygadania sie komuś? Mam takich wiele, lecz nie mam z kim rozmawiać. Nie mam nikogo z kim mogłabym mówić o swoich problemach. Mam nadzieję że ten blog mnie uratuje. Teraz nikt tego nie czyta, Ale może kiedyś... trzymam kciuki za początkujących "blogerów" takich jak ja, którym zależy, by mieć gdzieś swoje miejsce, oderwać się od tej szarej rzeczywistości i pisać, to co dusza zapragnie.
piątek, 28 lipca 2017
środa, 19 lipca 2017
Historia moich włosów
Hejka, jeśli was interesuje z jaką łatwością stracić połowę włosów na głowie to zapraszam xd
Włosy zaczęłam farbować przed 1 gimnazjum. Wtedy była to granatowa czerń, której w życiu nikomu nie polece. Była z Syossa. Nie dość, że później super sie z niej schodzi ( :-) ) to jeszcze zmywa sie ten granat w zieloną poświate. Później oczywiście musiałam włosy rozjaśniać. Pierwszym razem użyłam jakiegoś z joanny. Tak mi nie równo pokrył ze ja nie mogę. Musiałam wyrównywac delią, lecz ta z kolei wzięła za mocno i mega szybko. Koniec w końcu przez listopad chodziłam pomarańczowa (nie ruda tylko pomarańczowa). Po 3 miesiącach, czyli po jako tako czasie regeneracji, kupiłam intensywną czerwień z syossa. Niestety kolor o którym marzyłam zmył sie po jednym umyciu, jakbym pofarbowala sie szamponetką. Jednak pomarańczy już na szczęście nie było, tylko rudo-brązowy. Nawet mi się podobał, do czasu ;b. Na początku tych wakacji wymarzyl mi sie niebieski. Szukałam w cały mieście pianki venity (bo ona taka dobra ponoć), lecz nie było jej nigdzie. Ale za to była półtrwała farba mariona. Star color lazur, Coś takiego. Nigdy nie kupujcie tego badziewia xd. Nie dość, że wyszedł czarny z ZIELONĄ poswiata, to za nic nie chciał sie spłukac po kilkunastu myciach, jak obiecywał producent. I dlatego przyszła kolej na rozjasnianie z tego gloniastego koloru. Kupiłam joanne 6 tonów, wyszło mi... w sumie nie wiem co to, sami oceńcie
Po tym pięknym kolorze niestety musiałam znowu farbowac. Chciałam wróci do rudego, więc użyłam joanny, płomienna iskra. Wyszedł coś koło czerwieni. Ale jak to z czerwienią bywa, skłukała sie do rudego mahoniu. Aktualnie włosy są nawet w nietragicznym stanie xd
W sumie morału z tego nie ma. Przynajmniej miałam dobrą zabawe i nowe pseudo (ruda 😏)Dawno mnie tu nie było ;b
Hejka!
Sporo sie u mnie zmieniło przez ten rok, miałam wiele trudnych spraw, przez które zupełnie zapomniałam o moim króciutkim blogu. Postaram się jednak wrócić, jeśli wgl jest dla kogo ;)
Ostatnio myślałam sporo o znajomych, o sobie. Zauważyłam, że wiele osób próbuje coś sobą pokazać, wyróżniać się lub przypodobać. Nie ważne za jaką cene. Jak to kiedyś powiedziała Marilyn Monroe "Nie ważne jak o Tobie mówią, ważne by mówili". Ja osobiście nie rozumiem takich ludzi. Naprawdę ważne są dla niektórych puste znajomości, zamiast naprawdę niezawodni przyjaciele? Nigdy nie udawałam kogoś, kim nie jestem. Nie chciałam się na siłę przypodobać, nosić markowych ciuchów tylko po to, aby widać było tą markę. Chcecie wiedzieć co z tego mam? Satysfakcję, że nie jestem taka jak inni. Nie mam przyjaciół, ponieważ większości palma odbiła. Moje 7-letnie przyjaźnie rozpadły się tylko dlatego, że przestałam ich obchodzić bo nie wychodze na piwo, nie jaram. Czy naprawdę szukacie przyjaźni, z którą będziecie mieli większe korzyści? No tak, bo ta laska mnie zapozna z innymi laskami, A tamten koleś może mnie wcisnie do klubu i jeszcze więcej osób poznam. Naprawdę na tym wam zależy? Czy tylko u mnie są tak popierdoleni ludzie? Nie mówię że w ogóle odizolowalam sie od tego chorego społeczeństwa, mam kilka dobrych znajomych, Ale to wszystko. Najlepsze jest to, że gdy spotykamy się w grupie (szkoła, zajęcia dodatkowe, miasto itp) to wszyscy przecież sie kochają, wszystko jest super, zgrywamy spoko klase, ekipę. Prawda jest zupełnie inna. Wiem, pewnie myślicie że przesadzam, że tylko ja mam takie doświadczenie i wasi przyjaciele nigdy by tego nie zrobili. Tak, macie szczęście. Na zawsze, albo do czasu jak nie wpadniecie na kogoś, kto wam to rozpieprzy.
Sporo sie u mnie zmieniło przez ten rok, miałam wiele trudnych spraw, przez które zupełnie zapomniałam o moim króciutkim blogu. Postaram się jednak wrócić, jeśli wgl jest dla kogo ;)
Ostatnio myślałam sporo o znajomych, o sobie. Zauważyłam, że wiele osób próbuje coś sobą pokazać, wyróżniać się lub przypodobać. Nie ważne za jaką cene. Jak to kiedyś powiedziała Marilyn Monroe "Nie ważne jak o Tobie mówią, ważne by mówili". Ja osobiście nie rozumiem takich ludzi. Naprawdę ważne są dla niektórych puste znajomości, zamiast naprawdę niezawodni przyjaciele? Nigdy nie udawałam kogoś, kim nie jestem. Nie chciałam się na siłę przypodobać, nosić markowych ciuchów tylko po to, aby widać było tą markę. Chcecie wiedzieć co z tego mam? Satysfakcję, że nie jestem taka jak inni. Nie mam przyjaciół, ponieważ większości palma odbiła. Moje 7-letnie przyjaźnie rozpadły się tylko dlatego, że przestałam ich obchodzić bo nie wychodze na piwo, nie jaram. Czy naprawdę szukacie przyjaźni, z którą będziecie mieli większe korzyści? No tak, bo ta laska mnie zapozna z innymi laskami, A tamten koleś może mnie wcisnie do klubu i jeszcze więcej osób poznam. Naprawdę na tym wam zależy? Czy tylko u mnie są tak popierdoleni ludzie? Nie mówię że w ogóle odizolowalam sie od tego chorego społeczeństwa, mam kilka dobrych znajomych, Ale to wszystko. Najlepsze jest to, że gdy spotykamy się w grupie (szkoła, zajęcia dodatkowe, miasto itp) to wszyscy przecież sie kochają, wszystko jest super, zgrywamy spoko klase, ekipę. Prawda jest zupełnie inna. Wiem, pewnie myślicie że przesadzam, że tylko ja mam takie doświadczenie i wasi przyjaciele nigdy by tego nie zrobili. Tak, macie szczęście. Na zawsze, albo do czasu jak nie wpadniecie na kogoś, kto wam to rozpieprzy.
Subskrybuj:
Posty (Atom)